Wywiad z inżynierem SpaceX, który znalazł się w nowej grupie astronautów NASA


W tym tygodniu NASA ogłosiła zakończenie trwającej półtora roku selekcji kandydatów na astronautów. Spośród ponad 18300 otrzymanych aplikacji, agencja wyselekcjonowała 12 osób, które przez najbliższe dwa lata będą szkolone, aby w przyszłości lecieć w kosmos. Tym samym od 1959 roku, kiedy to w ramach programu Mercury 7 wybranych zostało pierwszych siedmiu śmiałków, którzy rozpoczęli podbój kosmosu, liczba astronautów szkolonych przez Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej od 1959 roku dobiła do 350.

Na stronie The Verge pojawił się wywiad z dwiema osobami, które zostały wybrane przez NASA do nowej klasy astronautów. Jednym ze szczęśliwej dwunastki jest Robb Kulin, inżynier zatrudniony w SpaceX. Dotychczas pracował nad rakietami Falcon 9, a ostatnio był odpowiedzialny za bezpieczeństwo i powodzenie misji przeprowadzanych przez firmę.

Robb Kulin ma 33 lata, pochodzi z Anchorage na Alasce. Został inżynierem mechaniki na Uniwersytecie Denver, następnie ukończył studia magisterskie z materiałoznawstwa i zrobił doktorat z inżynierii na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego. Wcześniej pracował przy wierceniu w lodzie na Antarktydzie oraz jako rybak handlowy w Chignik na Alasce. Od 2011 Kulin pracował w SpaceX, gdzie zajmował się się m.in. oceną gotowości i certyfikowaniem rakiet do startu.

Poniżej znajduje się przetłumaczona część wywiadu z Kulinem.


Dorastałeś w Anchorage na Alasce. Jak wyglądało życie tak daleko na północy i czy w jakiś sposób wpłynęło to na chęć podróży w kosmos?

Dorastanie na Alasce jest absolutnie niesamowite. Trudno mi to mówić będąc właśnie w Teksasie, ale szczerze, nie ma innego miejsca na świecie, w którym chciałbym żyć bardziej, niż na Alasce. Jednym z najlepszych elementów jest to, że żyjesz w otoczeniu ludzi szukających przygód. Jedna z moich przyjaciółek była przez pewien czas najmłodszą osobą, która zdobyła Denali [najwyższy szczyt Ameryki Północnej, dawniej Mount McKinley – przyp. tłum.], co częściowo pozwala poczuć ducha osób, z którymi przebywasz. Wiele ludzi spędza czas latając swoimi samolotami po całym stanie, wybierając się w ciekawe podróże. Myślę, że właśnie duch przygody i eksploracji to jest to, co sprawiło, że zainteresowałem się kosmosem.

Nie jest ci obce mieszkanie w zimnym środowisku, skoro pracowałeś przy wierceniu w lodzie na Antarktydzie. Jak tam było?

Antarktyda jest, powiedziałbym, najbardziej pozaziemskim przeżyciem, jakiego można doświadczyć na tej planecie. Byłem w dwóch miejscach, raz pracując głęboko w miejscu nazywanym lądolodem Antarktydy Zachodniej. To jak przebywanie na oceanie. Jest płasko, biało… i niewiarygodnie.

Drugim regionem, w którym byłem, jest lodowiec Taylora (który znajduje się w suchej dolinie). Ten obszar jest niesamowity, ponieważ, jak można wywnioskować z nazwy, suche doliny to miejsca, gdzie nie ma zbyt wielu opadów, a więc dookoła można znaleźć dużo starego śniegu i lodu oraz gołych skał. Skały w tym miejscu ukazują całkiem inny obraz niż te, które można spotkać w innych górach. To fenomenalne i wspaniałe, to w pewnym sensie jak przebywanie na innej planecie.

Kiedy zacząłeś interesować się kosmosem?

Mógłbyś powiedzieć, że nie jestem zbyt mądry, ponieważ moja fascynacja kosmosem zaczęła się, kiedy na studiach brałem udział w projekcie dotyczącym katastrofy promu Columbia – sprawdzanie podejścia do śledztwa i jego rezultatów. Wydaje mi się, że wcześniej nigdy jakoś specjalnie nie zastanawiałem się nad kosmosem. Wtedy dopiero zacząłem myśleć o kosmosie i NASA. Nie przyciągała mnie oczywiście okropność tego wydarzenia, ale był to początek mojego spojrzenia w tym kierunku.

I to w końcu doprowadziło cię do pracy w SpaceX. Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z tą firmą?

Podczas pierwszego kontaktu ze SpaceX byłem lekko znudzony, bo wcześniej widziałem ich kilka porażek i nie miałem wystarczająco bujnej wyobraźni aby dostrzec, co oni próbowali osiągnąć. Pierwszy raz na poważnie zainteresowałem się SpaceX, kiedy poszedłem zobaczyć start promu kosmicznego, razem z kolegą kolegi, który tam pracował. Zabrał nas na wycieczkę po SLC-40 [jednej z platform startowych SpaceX na Florydzie], gdzie podnosili akurat model Falcona 9, który nazwali Capricorn 1. Byli tym bardzo przejęci.

To byli ci ludzie, próbujący zrobić coś ambitnego, a jednocześnie niedrogiego, tylko po to, aby pchać firmę do przodu. I ta energia, którą mieli, była niesamowita, tak samo jak odpowiedzialność i możliwość pobrudzenia sobie rąk przez inżynierów. Szybko zmieniłem swoje podejście do nich z myślenia, że są trochę głupi, do bycia pod wielkim wrażeniem i zdecydowania, że chcę tam aplikować i spróbować pracować jak tylko skończę studia.

Przy czym pracowałeś w SpaceX?

Przez większość czasu projektowałem i przeprowadzałem analizy dotyczące niektórych elementów pierwszego stopnia Falcona 9. Niektóre z tych komponentów, pomimo tego, że zaczęły latać podczas szóstego startu, latają do dziś.

Następnie, przez ostatnie półtora roku, dowodziłem główną grupą inżynieryjną startu. Naszym zadaniem było upewnienie się, że start będzie przeprowadzony w sposób bezpieczny i niezawodny oraz zebranie wszystkich zespołów razem, aby przeprowadzić udaną misję. W przypadku niefortunnego zdarzenia, jak na przykład takiego, jakie mieliśmy jesienią zeszłego roku, nasz zespół prowadzi śledztwo.

Jak długo starałeś się o zostanie astronautą i jak wyglądał cały proces?

To trzeci raz, kiedy składałem podanie. Za pierwszym razem wiedziałem, że nie jestem wystarczająco wykwalifikowany, ale chciałem spróbować i zobaczyć jak pójdzie. Przy drugiej próbie zostałem zaproszony na rozmowę i dostałem się do finałowej pięćdziesiątki osób. No i za trzecim razem zostałem wybrany.

Ale to długi proces. Muszą naprawdę redukować liczbę osób krok po kroku. Staje się to zauważalne, kiedy zostajesz zaproszony na pierwszą rozmowę, na którą wydaje mi się, że dostało się 120 osób przy obu rundach, które przeszedłem. Później, jeśli masz szczęście, po trzydniowym procesie testów medycznych, psychologicznych, wywiadów itd., przechodzisz do drugiego etapu. Drugi etap to tygodniowy proces, podczas którego jest dużo więcej szturchania i dźgania. Muszą naprawdę upewnić się, że jesteś wystarczająco zdrowy, aby się zakwalifikować. Jednym z najważniejszych pytań, na które zespół w NASA próbuje odpowiedzieć, to “Hej, jeśli utknę z tym gościem na stacji kosmicznej, czy będzie to coś, co sprawia mi przyjemność?”.

Jak wiadomość przyjęli w SpaceX?

Wszyscy bardzo mnie wspierali, co według mnie jest wspaniałe. Nawet dyrektor generalny Elon Musk pogratulował, co było świetne. Wydaje mi się jednak, że było również trochę smutku z powodu tego, że niedługo odchodzę. Bycie tak docenianym przez zespół to świetne uczucie.

W końcu kapsuła Dragon zacznie wozić astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Zakładam, że chciałbyś lecieć właśnie w niej?

Wiesz, muszę przyznać, że bardzo chciałbym lecieć Falconem 9 i Dragonem. Ale byłbym szczęśliwy lecąc w czymkolwiek, w czym miałbym okazję. Ale tak, byłoby świetnie lecieć na szczycie Falcona 9, szczególnie gdybym wiedział, że niektóre moje elementy wciąż są w nim używane.

Wywiad w oryginale po angielsku, a także następną część wywiadu z Zeną Cardman, drugą z dwunastu osób wyselekcjonowanych przez NASA, dostępna jest na stronie The Verge.

Autor: Mamuts

Prześlij komentarz